Anaboliki
Zadziwiający
jest fakt, jak dużo są w stanie poświęcić dzisiejsi sportowcy dla
osiągnięcia sukcesu. Zapewne każdy z nich jest świadomy, jakie skutki niosą za sobą anaboliki (ich przyjmowanie). Jeżeli weźmiemy pod uwagę sterydy to lekkoatletyka jest tylko tłem dla
współczesnej kulturystyki zawodowej. W dyscyplinie tej, już dawno
zrezygnowano z kontroli antydopingowych. Efekt tego oczywiście jest
znany. Wystarczy spojrzeć na kilku czołowych kulturystów zawodowych jak
Ronnie Coleman, Jay Cutler, czy Markus Ruhl -
anaboliki aż kipią.
Anaboliki-afery
Afera z nandrolonem wybuchła w połowie lat 90. XX w., kiedy to zaczęły się pojawiać coraz liczniejsze,
jak się później okazało prawdopodobnie zupełnie błędne,wykrycia tej pochodnej testosteronu u wielu lekkoatletów, którzy
później zaprzeczali, że stosowali jakikolwiek doping. Jak zostało to
później wykazane przez kilka grup naukowców, testy stosowane do
wykrycia tego związku w próbkach moczu przez IAAF
były wykonywane bardzo często błędnie. Co więcej, okazało się, że nawet
przy prawidłowym wykonaniu tych testów, może on wykazać fałszywie
pozytywny wynik, gdyż niewielkie ilości nandrolonu mogą spontanicznie
powstawać w trakcie przechowywania moczu na skutek wtórnych reakcji
biochemicznych.
Ofiarami
tego testu byli m.in. Merlene Ottey, Dougie Walker, Mark Richardson i
wielu innych. Test ten przestano ostatecznie stosować dopiero w 2000 r.
Jedną
z najsławniejszych afer dopingowych było przyłapanie kandajskiego
zawodnika Bena Johnsona, w którego moczu, pobranym zaraz po jego
zwycięstwie w biegu na 100 m na Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Seulu
wykryto jeden ze sterydów anabolicznych – stanozolol.
Zawodnik został zdyskwalifikowany, a złoty medal ostatecznie przyznano
Carlowi Lewisowi.
Paradoksalnie kilka lat później okazało się, że w trakcie tej samej
olimpiady, wykryto później w próbkach krwi Carla Lewisa niewielkie
ilości
zabronionych stymulantów – pseudoefedryny, efedryny i
fenylopropanoloaminy, informacja ta jednak nie została ujawniona wtedy
opinii publicznej.
Sam Johnson bronił się przed zarzutami, twierdząc że nikt sposród
startujących z nim wtedy biegaczy nie był czysty od dopingu, a on sam
stał się kozłem ofiarnym, co miało tłumaczyć ukrycie pozytywnego wyniku
testów pozostałych zawodników. Po ukaraniu go dożywotnią
dyskwalifikacją
w 1993 r. przyznał on w swojej autobiografii, że systematycznie brał
Dianabol, Cypionat, Furazabol i hormon wzrostu
pod kontrolą trenera i lekarza i nadal utrzymywał, że nie był w tym
odosobniony i że podobnie czynili w tym czasie prawie wszyscy biegacze
osiągający najlepsze wyniki.